Ostatnie wpisy
Zakładki:
Aby być szczęśliwym człowiekiem
Kocie miejsca
Kocie ścieżki
Ścieżki zarośnięte
|
piątek, 23 grudnia 2011
Nie mamy zaufania do tego zielonego. Personel nie pozwala się z nim spoufalić i od czasu do czasu pryska na niego wodą. Oj, przeskrobał coś, przeskrobał coś paskudnego, skoro taką wyrafinowaną torturą jest teraz traktowany. Jasmina - młode to i głupie - w agenta się bawiła. Ja przechodzę jak gdyby nigdy nic, nie przyglądam się, nie rozglądam i tylko czasem znienacka dam z łapy po badylach. Na wszelki wypadek. Dziś nieoczekiwanie pojawiły się posiłki. To znaczy nieoczekiwane było miejsce, w jakim się pojawiły, bo to, że regularnie nas odwiedzają, to już norma. Personel krzątał się w kuchni i nagle na zewnętrznym parapecie zmaterializował się Mrucuś i głośnym otwieraniem pyszczka zasugerował chęć wejścia. Po czym zapoznał się z zielonym. Nie żeby jakieś tam emocje okazał. Spokojnie, metodycznie, z pełnym profesjonalizmem i klasą wykonał pokazowe wręcz obwąchanie. Ze wszystkich stron. W pełnym skupieniu. Pomyśleć, że jeszcze niedawno jeżył grzbiet w podskokach, by wydawać się większym, a teraz wykazał się taką klasą. Chapeau bas!
czwartek, 22 grudnia 2011
E tam, zaraz księżniczka. Zażyje kot odrobiny relaksu i zaraz insynuacje. A kot przecież taki pomocny jest. Sprawdzi odciskiem łapy jakość umytych szyb. Wyliże talerze, co ma niebagatelne znaczenie dla domowego budżetu (można rzadziej włączać zmywarkę). Przetestuje własnozębnie świeżość cielęciny i szpinaku. Pomoże posortować obrusy przed praniem. Jednak największą przydatność kota w gospodarstwie domowym obserwuje się w trakcie przedświątecznych przygotowań. W tym roku postanowiłam odciążyć Sissi i wzięłam na siebie dokładne sprawdzenie choinki. Niechcący odkryłam w sobie talenty do pracy w głębokiej konspiracji. Ci "konspiratorzy", którzy o wprowadzeniu stanu wojennego dowiedzieli się coś koło południa, mogą mi pazury lizać.
czwartek, 01 grudnia 2011
wtorek, 29 listopada 2011
Hmm, jak to mówią, prawdziwe myszki tylko w realu... Ale z kociego obowiązku, którego istotą jest realizacja tegoż w chwilach dowolnych, najnowsze wieści z kociego zaułka. Otóż mamy przyjaciela. No, może to zbyt wielkie słowo. Mnie nie wadzi, ale Jasmina warczy na niego, jak - bez obrazy - pies. W każdym razie u sąsiadów zza miedzy zamieszkał kot. Kocur. Czarny z białymi łatkami niczym antyteza Jasminy (może dlatego tak go nie lubi?). Kocur przez swoich ludzi nazywany jest Mrucuś. Ale lubi też naszych ludzi, nasz dom i nasz ogród. Oczywiście, lubi przede wszystkim nas, ale mnie jakby bardziej. Ogród odwiedza regularnie i bez skrępowania. Do domu zachodzi przy każdej nadarzającej się okazji. Dziś okazja się nadarzyła. Mrucuś wygląda tak: Przyłapany na zwiedzaniu prywatnych apartamentów nie okazuje najmniejszego zażenowania.
Kiedy był młodym, naiwnym kocikiem (czyli mniej więcej w lipcu - sierpniu), bał się Jasminy. Stroszył przed nią ogon, jeżył grzbiet, a ponieważ wciąż był od niej mniejszy - podskakiwał na chudych łapach, żeby dodać sobie wzrostu i odwagi. Teraz patrzy na nią z lekką wyższością dobrze zbudowanego kocura, ale zachowuje należyty szacunek. Z pewną dumą dodam, że Jasmina nauczyła się ode mnie syczeć. Nie robi tego idealnie, ale wystarczająco dobrze, by utrzymać natręta we właściwej odległości. Ja okazuję Mrucusiowi nieco więcej tolerancji. Oczywiście, dopóki mi się czymś nie narazi. Zwłaszcza, kiedy nie potrafi utrzymać łap przy sobie.
wtorek, 02 sierpnia 2011
Jesteśmy bardzo zajęte prawdziwym życiem. Gospodarstwo trzeba obejść, myszy upolować (to Jasmina, ja się nie zniżam), trawę przystrzyc... No i najważniejsze - kwiatów pilnować. Bo z nimi to nigdy nic nie wiadomo. Siedzi sobie w ziemi grzecznie, zielony taki, niedoświadczony i nagle jak nie zakwitnie!
niedziela, 05 grudnia 2010
Tyle białego to jeszcze nie widziałam. I takiego puszystego. O całe puszki Gourmeta lepiej niż na tym klaustrofobicznym balkonie w poprzednim domu.
Trochę klei się do poduszeczek, ale nic to. Myk łapką w jedną stronę, myk w drugą i można postawić kolejny krok. Potem myk jedną łapką, myk drugą... Jasminie białe nie przypadło do gustu. Ostrożnie stąpa tylko po odśnieżonym i nadzwyczaj szybko wraca do domu.
poniedziałek, 18 października 2010
Co tu dużo kryć - podobamy się miejscowym chłopakom. Jeden nawet zostawił nam pod drzwiami upolowaną mysz w prezencie. Bo my same to myszy nie łowimy, o nie. Po co łapki męczyć, skoro można oczami poprzewracać, wąsiki nastroszyć i chłopaki w te pędy za nas polowanie uskuteczniają. Jasminka ma swojego stałego adoratora - Rudego z sąsiedztwa. Rudy trochę niewychowany jest. Skoro zdecydował się złożyć nam wizytę, to mógł wcześniej dokonać toalety. Ale Jasminie chyba się spodobał, bo pobiegła za nim na sąsiedzką miedzę. Trochę się nasyczeli, więc może jednak jej się nie spodobał. W każdym razie Rudy przychodzi do nas nadal.
niedziela, 26 września 2010
Największą zaletą z posiadania domu jest fakt, że można spędzać czas poza domem. Weźmy taką łąkę na przykład. Naturalna, nie plewiona, nie pryskana trawa. Trawka właściwie. Zioła intrygujące... !$%%&(!(%^!!! Alternatywny oniryzm sentymentalny dywaguje na wskroś pola interferencji plenipotentnych interwałów bipolaryzmu...
A te tańczące w powietrzu myszy co tu robią i dlaczego przerywają mi filozoficzne rozważania?!
niedziela, 12 września 2010
Jak chcemy, to potrafimy obok siebie usiąść. Ze schowanymi pazurami. Problem w tym, że w 9 na 10 przypadków nie chcemy. Albo chcemy, ale tak, żeby nie chcieć. Skomplikowane to trochę. Koty z pewnością rozumieją, a ludzie nie muszą.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Najpierw przynieśli meble. Mały drapak, duży drapak i bardzo duży drapak. O wiele fajniejsze niż to kocie drzewko z infantylnymi drabinkami z poprzedniego wpisu. Potem otwarli szklane pudło, coś wrzucili i nagle... Fajerwerki! Kalejdoskop!! Szaleństwo!!! Pogapiłyśmy się trochę, a potem oddałyśmy się rozkoszom filozofowania w nastrojowej atmosferze. Ja zajęłam mały drapak, Sissi upozowała się wdzięcznie na dużym, a pani pozwoliłyśmy skorzystać z bardzo dużego. Mówi o nim tak śmiesznie "sofa", to niech się nim nacieszy. Przynajmniej dziś. | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||